NA TEJ ULICY GO NIE MA

© Copyright by Wojciech Tochman
MAGAZYN nr 24 dodatek do Gazety Wyborczej nr 137, 2001/06/13, str. 6

1. Chłopak, który wysiada teraz z pociągu, jest zmęczony i głodny. Ma na imię Tomek: chudy, brudny, w żółtym podkoszulku i w dresowych spodniach. Powinien siedzieć w szkole, ale szkoły nie lubi. Za godzinę skończą się lekcje: powinien wrócić do domu, odgrzać młodszej siostrze obiad i trochę się pouczyć. Mama z tatą chcieliby, żeby Tomek kiedyś skończył studia: - My nie mieliśmy nic, a nam się udało - powtarzali. - A ty? Z klasy do klasy ledwo przechodzisz. Osiemnaście lat i albo studia, albo do roboty!
Tomek ma na razie piętnaście. Uciekł z domu dziesięć dni temu. Najpierw na osiedle - do kolegów. Tych, z którymi ojciec zabraniał mu się spotykać.
- To nie jest towarzystwo dla ciebie - krzyczał.
- Obszczymury - tak mówiła o nich matka.
Albo: - Obszczykioski.
Z szuflady rodziców zabrał trzysta złotych.
Koledzy byli zachwyceni. Pił z nimi piwo i obserwował zza rogu, jak ojciec jeździ w kółko swym drogim samochodem i rozgląda się za synem. Byłoby niedobrze, gdyby dojrzał Tomka. Był kiedyś wyczynowym sportowcem, nie pije i nie pali, dogoniłby syna z łatwością.
- Mój stary jest beznadziejny - mówił Tomek kolegom. - Każe mi w dżinsach chodzić, w koszuli z kołnierzykiem. Daje szlabany. Zero wychodzenia, zero telewizji, zero pieniędzy. Koniec tego.
Koledzy pokazywali, jak organizować pieniądze.
- Trzeba pojechać na inną dobrą dzielnicę - tłumaczyli. - Stajesz pod sklepem i czekasz na lamusa, którego matula wysłała po masło. Frajer ma kasę. Musisz wystraszyć gnoja. Od razu, to najważniejsze.
- Jak? - spytał Tomek.
- Dawaj kasę, pedale! Tak ci, kurwa, zajebię, że matka cię nie pozna! - kolega przybliżył twarz do twarzy Tomka i spojrzał mu groźnie w oczy. - Tak masz mówić.
- A jak lamus nie chce dać? Albo jak spierdala?
- Dajesz chujowi kilka ostrzegawczych strzałów w nos - wyjaśnił drugi kolega.
- Wpierdol masz - mówił pierwszy. - Dajesz kasę albo ci, kurwa, oczy wydłubię nożem, rozumiesz? Do matki, jebany, ślepy nie trafisz! Tak mów.
- Rozumiem - Tomek pokiwał głową. - Chodźcie, kupimy browar. Ja mam kasę.
Spał u koleżanki z sąsiedniego osiedla. Jej rodzice akurat wyjechali na długi weekend. Zostawili córkę samą, bo dobrze się uczy i ma ich zaufanie. Wolna chata: ona zapaliła świece, on przyniósł chipsy, colę i litr wyborowej. Wypili.
Potem Tomek przeżył swój pierwszy seks.
- Zrzygałem się na nią - tyle dzisiaj pamięta.
Koleżanka miała żal o te wymioty, jej rodzice mieli zaraz wracać, po osiedlu krążył radiowóz, w kieszeniach pusto, a starsi koledzy robili interesy i brakowało im dla Tomka czasu.
- Idź i załatw trochę szmalu - radzili.
- Załatwię - obiecywał Tomek. - Na pewno.
Poszedł na działki, sześć kilometrów dalej. Poczekał, aż się dobrze ściemni, wybił szybę w niedużym drewnianym domu. Głupio mu się zrobiło: nigdy wcześniej się nie włamywał.
W środku było luksusowo: stolik, leżaki, tapczan. Położył się, przykrył kocem i drżał ze strachu, że ktoś go tutaj przyłapie. W maju działkowicze mają sporo roboty, przychodzą o świcie, więc wolał nie ryzykować. Przed piątą ruszył na dworzec. Żałował, że nie wpadł na to, by poszperać w szafkach. Może znalazłby coś do jedzenia.
Na dworcu bał się policji. Sprawdził, kiedy odjeżdża pociąg, schował się w toalecie. Gdy nadszedł czas, przemknął do wagonu. Nie miał biletu i tu zamknął drzwi w toalecie. Jechał tak trzysta kilometrów. Nawet niezbyt często ktoś się dobijał.
- Dajesz kasę, pedale?! - ćwiczył przed lustrem. - Albo wpierdol! Matka cię nie pozna!
Przysnął może na dziesięć minut, ale co to za spanie na sedesie. Teraz stoi przed Dworcem Centralnym i zadziera głowę do góry. Nigdy wcześniej nie widział tak wysokich szklanych wieżowców. Pogoda jest ciepła i słoneczna. Warszawa Tomkowi całkiem się podoba (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk - do tych miast ciągną zewsząd nastolatki na gigancie).
- Skąd jesteś?- pyta ruda piegowata dziewczyna. - Ja z Siedlec. Sandra. A to jest Aneta.
- Macie coś do jedzenia?

2. Rodzice Tomka w najbliższym komisariacie zgłosili zaginięcie syna. Wzrost 178 cm, włosy blond, oczy niebieskie.
- To ucieczka - powiedzieli.
- Niech no go tylko złapiemy - ucieszył się policjant. - Nastraszyć smarkacza czy bezstresowo dostarczyć od razu do domku? Jak państwo sobie zażyczą, tak będzie.
- Dostarczyć od razu - powiedziała matka po sekundzie namysłu.
W drodze do domu zastanawiali się, jak przyjąć Tomka, kiedy wróci.
- Przez tydzień na dupie nie usiądzie - zapowiedział ojciec.
- Lanie jest wyrazem bezradności rodziców. Tak mówili w telewizji. Patrz, mieli rację. Gdzieś popełniliśmy błąd. Mówią, że błąd zawsze jest w domu.
- Za szybko komputer! - denerwował się ojciec. - Internet, gitara, rower...
- Komputer miał obiecany za trójkę z niemieckiego, rower za matematykę...
- I wszystko zostawił! Tyle są dla niego warte nasze nagrody. I żadnych obowiązków nie ma. Afera o każde wyrzucenie śmieci.
Według danych policji w roku 2000 przyjęto dwadzieścia tysięcy zgłoszeń o zaginięciu człowieka. Co drugi zaginiony nie skończył osiemnastu lat. Większość niepełnoletnich zaginionych (nie ma dokładnych danych: siedem do dziesięciu tysięcy rocznie) to uciekinierzy z domów. Dziewczyna (chłopak) odchodzi z domu, bo nie chce w nim dłużej być, nie ma powodu.
Uciekają nastolatki nie tylko z rodzin, gdzie jest przemoc i alkohol. Także (może nawet częściej) z tzw. normalnych (dobrych, przyzwoitych), gdzie nie ma krzyku i przemocy, gdzie codziennie jest obiad i ciasto w niedzielę. Ale jest też rygor i nadmierna kontrola; nie ma czasu dla dziecka; jest konflikt między rodzicami; napięcie i pozorna grzeczność. Albo cisza. Brakuje wsparcia ze strony rodziców, gdy dziecku źle idzie w szkole (wspierają nauczyciela, a nie dziecko). Bywa że nastolatek ucieka, bo nie akceptuje go grupa rówieśnicza. Albo prześladuje. Rodzice nie potrafią przed tym dziecka ochronić, bo zwykle o niczym nie wiedzą.
Najkrócej: dziecko odchodzi, kiedy w domu czuje się samotne. Tak mówią psycholodzy.
Rodzice Tomka czekają na wiadomość z policji: dwa dni, tydzień, już dwa tygodnie. Udało im się ustalić, że przez pierwsze kilka dni Tomek był widziany z kolegami na osiedlu. Potem zniknął. Koledzy nie wiedzą, dokąd poszedł.
Ona płacze po nocach. On to kładzie się, to wstaje. Rozmawiają o pierwszej w nocy, o trzeciej, o piątej nad ranem.
- A za coś ty mu obiecała perkusję?
- Że jeśli przejdzie do następnej klasy...
- No to przynajmniej na tym oszczędzimy. Ten rok na pewno zawali.
- Że on nie ma nad nami litości. Syneczek nasz kochany, cholera jasna. Ja się chyba przez miesiąc do niego nie odezwę, kiedy wróci.
- Wróci, musi się w końcu zmęczyć.
- Co on tam je? Gdzie śpi? A może wcale nie uciekł? Marian! Może gdzieś leży zabity! Przecież tak naprawdę nie miał żadnego powodu, żeby uciekać.
- Przestań.
- Pójdziemy do psychologa! Już dawno o tym myślałam. Może nam powie, gdzie popełniliśmy błąd.
- Nie będę latał po psychologach.

3. Ruda:
Mam na imię Sandra, ale wolę, kiedy wołają na mnie Ruda. Ruda to jest porządna, mocna dziewczyna, a nie jakaś plastikowa laleczka. Który raz uciekłam? Siódmy albo ósmy. Jestem giganciarą na maksa - dziecko samotnej matki, ale matka mnie już nie szuka. Jej problem.
Anety rodzice szukają, podobno byli w telewizji i nawet za nią płakali. Mówię: - Aneta, ty wracaj. Ale ona twierdzi, że ich płacz to jedna wielka zmyła. Jej starzy to pijaki: murarz tynkarz i bezrobotna kelnerka. Niezła parka musi z nich być. Przemoc domowa, czy jak wy to w tych gazetach nazywacie...
Aneta mało mówi. Wie dobrze, że ucieczka to szkoła przetrwania. Kurwa, głęboka woda, nie ma co ukrywać. I albo błyskiem nauczysz się życia, albo lepiej nie mówić. Tomek niewiele wie. To dzieciak, choć starszy ode mnie o rok. Od razu widziałam, że uciekł z domu. Stał jak sierota i nie wiedział, dokąd iść. Takich zagubionych widać na odległość, są łatwym kąskiem. Na ucieczce sam człowiek nie przetrwa, nie ma takiej siły, musisz być w grupie. Podeszłam do niego, bo ładną ma buzię i jeszcze ktoś inny mógłby się nim zaopiekować. Pełno takich na dworcu starych pedofili, koło flipperów się kręcą. Szkoda go na lachociąga. Mówi, że jest dresiarzem, ale to jakaś ściema. Zwykły lamus, który się urwał mamusi. Mówi, że matka daje mu na chipsy, ale nie daje ze sobą pogadać. I że on taką matkę ma w dupie. Odbiło mu, rozum stracił. W domu wszystko ma, a tu głodny, bez grosza przy duszy. Dureń.
Musiałam go uczyć, jak sępić. Nie chciał, wolał skroić młodszego frajera. A może tylko tak gadał? Bo on chyba odważny nie jest. No i dobrze, bo po co się narażać? Ja sępię przed empikiem na Marszałkowskiej, razem z Anetą. Tam jacyś wrażliwsi chodzą, i dziennie ponad stówę wyciągam. Tomek przyłączył się do nas. Kiepsko mu szło przez pierwsze dwa dni, bo się krępował. A komu sępienie kiepsko idzie, ten musi kraść albo się kurwić na dworcu.
Tomek sępił na chleb albo na bilet do domu. Nikt nie pyta, dlaczego, ale też rzadko kto daje. Trzeba prosić na piwo. Od razu wyciągają portfele, zwykle tacy niebogaci-niedomyci, co z książkami idą.
Jak jest chłodniej, to śpimy na Kwiatkowskiej. Gdzie jest Kwiatkowska? To klatki schodowe, ostatnie piętro, gleba. Dzwonisz domofonem i mówisz, że pod dziesiątką nie działa. I wpuszczają. Ale trzeba spać cicho, bo kiedy hałasujemy, lokatorzy wołają gliny. Tak jak dzisiaj w nocy: - Dzwonię na policję! - darła ryja jakaś kurwa w szlafroku, bo śmialiśmy się za głośno. No to zmyliśmy się, lepiej nie ryzykować. Tylko że o drugiej w nocy trudno wejść do innej klatki. Nie zadzwonisz domofonem, bo ludzi zbudzisz i opieprz dostaniesz. Nikt cię nie wpuści.
Po ulicach strach chodzić, bo albo radiowóz, albo menele.
I na dworcu lepiej nie. Tam bez przerwy ktoś się drze, kogoś biją, zimno, przeciągi, pociągi i stu amatorów na nasze młode dupy. Tam nie wszędzie są ludzie. Są miejsca puste, których musisz się strzec.
I na patrol trzeba uważać: suka, izba dziecka, pogotowie opiekuńcze... Nie raz tam byłam, nie dwa i, kurwa, dziękuję.
Na ucieczce musisz ciągle główkować, jak nie wpaść w coś gorszego.
Nikt się tobą nie opiekuje, sam za siebie odpowiadasz i to jest w tym wszystkim najstraszniejsze.
Wsiedliśmy do nocnego autobusu, co było robić. Wcześniej zjaraliśmy się ziołem, ale coś kiepskim, bo słabo mnie ruszyło. Anetkę bardziej, ale ona słaba. Tomek też wymiękł, jakby pierwszy raz palił. Kursowaliśmy tak z centrum na Chomiczówkę i z powrotem. Zero spania. Tylko strach, że jakieś skinole wejdą. Oni takich bezdomnych jak my na odległość wyczuwają i chcą z nas oczyszczać społeczeństwo.

4. Zaginieni (nie wiadomo, co się z nimi dzieje):
Dawid Żuryński z Wrocławia. Zaginął na początku maja tego roku. Ma 13 lat.
Anna Barwina ze Szczecina. Zaginęła w marcu. Ma 16 lat.
Wioletta Hilaruk z Radzionkowa. Zniknęła w październiku 2000 r. Miała wtedy 14 lat.
Olga Łuczyńska z Warszawy. W sierpniu, dwa lata temu. Wtedy 15.
Michał Karaś z Ulanowa. W sierpniu, dwa lata temu. Wtedy - 16 lat.
Paweł Zieliński ze Słubic. W lipcu dwa lata temu. Wtedy - 14 lat.
Aleksandra Litwińczuk z Kolonii Niewirków. We wrześniu trzy lata temu. Wtedy - 13 lat.
Agnieszka Gromelska z Żuromina. Zaginęła dziesięć lat temu, w maju. Miała wtedy 14 lat.
I tak dalej.

5. Ruda:
Rano kupiliśmy jedzenie, browar. Szliśmy kawał drogi, bo kiedy jesteś na ucieczce, to chodzisz, a nie jeździsz. Trzydzieści kilometrów dziennie, czterdzieści. Żeby zabić czas. Stała trasa: Centralny, Chmielna, Nowy Świat, Krakowskie, Rynek. Na Barbakanie sporo znajomych. Można skołować coś do palenia. Znowu Chmielna, znowu Marszałkowska, dworzec, Pola Mokotowskie.
Pola to ogromny park, policja tu nie zagląda, położyliśmy się na trawie.
I tak leżymy już szóstą godzinę. Jest ciepło, nic ci nikt nie każe, nie zrzędzi. Tylko Tomkowi zebrało się na pytania.
Powiedziałam mu, bo czego się wstydzić. Ojca widziałam może raz w życiu, za to matkę zbyt często, bo codziennie. Czepiała się mnie od dziecka. O co? O wszystko. O szkołę, o koleżanki, że za bogate i wodę mi z mózgu robią. Faktycznie, matka nie ma kasy, bo frajerka. Woźna w szkole, to jest, kurwa, profesja na XXI wiek! I tak niedługo przestanie pracować, bo szkoła wprowadza oszczędności. Nie wiem, co matka wtedy zrobi. Mieszkamy w takiej kamienicy, gdzie butelki z okien lecą, a po drewnianych schodach strach iść, tak są spróchniałe. Miejskie slumsy, kwaterunek. I ja mam tam zostać? Klepać biedę? Z trójką młodszych siostrzyczek? O nie! Matka tyle zarabia na miesiąc, co ja tutaj w pięć dni. Gdybym przy niej została, to ani się ubrać, ani na dyskotekę pójść. Nie pójdę się zabawić, to o czym będę na drugi dzień z dziewczynami rozmawiała? O lekcjach?
Tomek pyta, jak jest na ucieczce. Zajebiście. Do czasu. Aneta coś o tym wie, ale zamknęła się jak grób i udaje, że śpi.
Nie chce mi się już dzisiaj gadać. Boli mnie brzuch, ciotka przyjechała. Zapomniałam kupić podpaski, kurwa. Pogoniłam Tomka do jakiejś knajpy, żeby przyniósł z toalety papierowych ręczników. Im lepsza kawiarnia, tym ręczniki bardziej miękkie. Nieraz mnie ratowały. Zobaczymy, co przyniesie. Muszę się umyć w tym bajorze, niech się tylko ściemni. Najważniejsza jest higiena, inaczej staczasz się w syf. Na ucieczce to najgorzej jest z myciem. Wysrać się łatwo, podmyć trudniej.
Gdzie ten Tomek?

6. Rodzice Tomka siedzą teraz na fotelach w gabinecie psychologa. Przyszli zapytać o błąd.
Tymczasem uczniowie gimnazjum na warszawskim Bemowie (którzy nie znają ani Tomka, ani jego rodziców i z domu nigdy nie uciekali) zapytani o to, dlaczego ich rówieśnicy uciekają, odpowiadają tak:
bo czegoś się boją,
bo nikt ich nie rozumie,
bo chcą spróbować nowego,
bo chcą poprawić swą sytuację,
bo im jest nudno.
Poproszeni o napisanie, z czym kojarzy im się ucieczka, piszą:
wolność, swoboda, przygoda, odlot, zabawa, browar, wagary.
Ale też: kłótnia z najbliższymi, strach, policja, noc, poszukiwania przez rodzinę, zniewolenie, izolacja, zimno, dworzec, smród.
Pytania nastolatkom zadawali trenerzy - wolontariusze Centrum ITAKA w czasie warsztatów "Nie uciekaj", które fundacja prowadzi w szkołach.
Trójka uczniów - na prośbę prowadzących - położyła się na trzech wielkich płachtach papieru pakowego. Koledzy odrysowali kontury ich postaci. Narysowani ludzie - wyobraźmy sobie - śpią na dworcu, bo nie mogą spać w domu. Teraz uczniowie kolorowymi pisakami mają uzupełnić wizerunek postaci: nadać im wiek, płeć, styl. I do każdej z nich napisać historię z odpowiedzią na pytanie: dlaczego uciekł/uciekła z domu?
Grupka uczniów rysuje chłopaka w krótkich spodniach i czapce bejsbolówce. I wymyślają mu taką historię: "Mam na imię Ziutek, mieszkam w Warszawie. Słucham hip hopu. Moi starzy są dziani, ale poświęcają mi mało czasu. Moja mama jest lekarką, a ojciec siedzi za granicą. Interesuję się sportem i muzyką. W wolnym czasie gram w kosza z kolegami. Kumple piją i ćpają. Uciekłem z domu, bo miałem wiele powodów, by to zrobić. Koledzy nie akceptowali mnie, bo nie piję i nie palę. W szkole nauczyciele mnie nie doceniają, a rodzice nie odwzajemniają moich uczuć. Nie miałem gdzie pójść, czułem się zagubiony, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Wtedy poszedłem na dworzec, by coś zjeść - już tam zostałem".
Narysowana dziewczyna (spodnie w kwiaty, koszulka z napisem "Drugs", papieros) ma na imię Zuza: "Mimo że ma wszystko - tak zmyślają uczniowie - brakuje jej miłości. Szuka akceptacji w złym towarzystwie".
Trzeci narysowany - syn szanowanego biznesmena: "Ojciec porzucił mnie i moją matkę - bezrobotną pielęgniarkę, gdy miałem dwa dni. Mieszkam w mieszkaniu komunalnym na Jelonkach. Żyło nam się dobrze, dopóki nie poszedłem do szkoły. Poznałem tam Stefana, Stefana Mocnego. Zapoznał mnie on z prawdziwym życiem, dał mi pierwszego browca, papierosa i nokię 3310. Nikt w klasie poza nim mnie nie lubił".
I tak dalej. Dzieci, które nigdy nie uciekły z domu, potrafią odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Takie spotkania (bardziej w formie zabawy niż prelekcji) są organizowane przez ITAKĘ nie tylko dla uczniów, ale także dla ich nauczycieli i rodziców. Uczniowie i nauczyciele z Bemowa chętnie wzięli w nich udział. Na warsztat zaproszono również rodziców wszystkich dwustu uczniów. Przyszły cztery matki.
Matka i ojciec Tomka opowiadają teraz pani psycholog o tym, co ich spotkało. Psycholog długo słucha, kiwa głową, zadaje jakieś pytania, rozumie niepokój rodziców. Potem rozmowa wygląda tak (w skrócie):
- Dlaczego nie rozmawialiście z synem?
- Rozmawialiśmy.
- To nie była rozmowa. To kontrola. System kar i nagród. Zakazy i szlabany. Masz być taki jak my. Masz się ubierać tak, jak my chcemy. Może Tomek czuł się tym wszystkim upokorzony?
- Robiliśmy mu przyjemności - mówi ojciec. - Na weekend wyjeżdżaliśmy zawsze na wieś, żeby go zabrać z osiedla.
- Koledzy z podwórka czy, jak państwo wolą, te obszczymury, dali mu coś, czego w domu nie dostał.
- Co takiego? - ojciec aż podskakuje.
- Może akceptację.
- Jak można zaakceptować wagary i jedynki?
- Pewnie myślał, że nigdy nie będzie taki jak pan: wysportowany, mądry, bogaty. Pan się wyrabia w życiu, on nie. I postanowił wam to pokazać, jak umiał. Uciekł. Muszą państwo zrobić rachunek sumienia.
- Proszę? - ojciec nie rozumie. - Rachunek sumienia? Ja?
- Trzeba się zastanowić, co pan takiego zrobił synowi, że on od pana ucieka.
- Przepraszam - ojciec wstaje. - Nie mogę tego słuchać. Co ja takiego zrobiłem synowi? Czy ja jestem jakiś nienormalny? Bzdury pani opowiada. Wychodzimy.

7. Za godzinę północ. Tomek gdzieś przepadł, Ruda wciąż czeka na papierowe ręczniki.
- Gdzie on polazł?
- Mam kilka chusteczek, weź - Aneta rozgląda się po parku. - Powinniśmy się stąd zmywać. Nie lubię, kiedy jest ciemno. Będzie padać.
Aneta (drobna blondynka z twarzą aniołka) uciekła z domu miesiąc temu. W domu przeżyła wiele złego, ale na ulicy jeszcze więcej. Ściślej: zaczęło się na dworcu. Nie w Warszawie, w innym dużym mieście.
Wysiadła z pociągu, wyszła przed dworzec i rozglądała się bezradnie. Nagle, choć może nie zdawała sobie z tego sprawy, zobaczyła świat, na który nie była przygotowana: świat prawdziwy i porywający (uśmiechnęła się), ale też trudny i groźny (dreszcze). Nie towarzyszył Anecie nikt dorosły, kto mógłby ją tą drogą bezpiecznie poprowadzić, skomentować, ostrzec: stój! uważaj! to się wydaje atrakcyjne, ale takie nie jest. Spróbujesz - później za to zapłacisz.
Podszedł chłopak (mężczyzna raczej): miły, przystojny, fajnie ubrany.
Zaproponował kawę i ciastko. Ktoś po raz pierwszy w życiu odezwał się do Anety ludzkim tonem, więc zgodziła się z uśmiechem.
Przy kawiarnianym stoliku spostrzegła, że jest okradziona. Miała sto złotych, zbierane od miesięcy potajemnie (rodzice zabraliby jej na wódkę). Rozpłakała się prawie, ale nowy kolega powiedział, że to nie problem.
- Na pieniądzach świat się nie kończy - powtarzał kilkakrotnie.
Spędzili razem kilka godzin. Zjedli nie tylko ciastka, ale i kanapki. Aneta opowiadała nowemu koledze o pijanych rodzicach (murarz tynkarz i bezrobotna kelnerka). Kolega pytał o szczegóły, ale ona nie miała ochoty mówić, jak ojciec kablem bije swoje dzieci. Matki nigdy nie tknął, co często podkreśla przy wódce ("Nie jestem damskim bokserem").
Na dworze zrobiło się ciemno, zimno, zaczęło padać.
- Ile masz lat? - spytał nowy kolega.
- Skończyłam piętnaście.
- Przenocujesz się u mojego znajomego, dobrze?
- Nie, ja pójdę...
- Niczego się nie obawiaj, to starszy gość, nic ci nie zrobi.
Zapukali do mieszkania w przyzwoitej kamienicy. Znajomy był miły i rzeczywiście starszy (chyba po pięćdziesiątce). Dał Anecie ręcznik, wskazał łazienkę i pokój.
Nie miała ochoty na kąpiel, ale uznała, że skoro w eleganckim świecie ktoś daje gościowi ręcznik, należy z niego skorzystać. Kiedy się kąpała, słyszała, jak kolega rozmawia z gospodarzem. O czym - tego usłyszeć nie mogła. Wytarła się, ubrała, wyszła z łazienki, w przedpokoju ich już nie było, przemknęła więc do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Kiedy zobaczyła pościelone wzorowo łóżko, poczuła, jak bardzo jest zmęczona. Zasnęła natychmiast.
Ale nie na długo. Obudził ją wielki ciężar. Starszy miły pan leżał na niej i sapał. Próbowała krzyczeć, ale zasłonił jej usta najpierw swą wielką dłonią, a potem wepchnął jej swój obleśny język. Chciała się wyrwać, ale był zbyt silny. Miał wielki brzuch, śmierdzący oddech i kilka innych wstrętnych rzeczy (tak Aneta opowiadała Rudej, musiała się komuś wypłakać). Wszystko trwało pewnie parę minut, dla Anety wieczność.
- Słabo współpracujesz - powiedział miły pan, kiedy skończył. - Szkoda, może bym cię zatrzymał na trochę. O! Poplamiłaś mi prześcieradło. Zabieraj się stąd, mała.
Płakała, chciała jak najszybciej wybiec, umyć się. Albo najlepiej powiesić. (W ubiegłym roku blisko dwustu niepełnoletnich skutecznie popełniło samobójstwo. Nie wiadomo, ile samobójstw zdarzyło się w czasie ucieczki. Tego statystyki nie podają. Wiadomo, że w 75 przypadkach powodem - określonym przez policję - były problemy w szkole).
- Policja jest na sąsiedniej ulicy - powiedział starszy pan. - Ale nie radzę. Masz skończone piętnaście lat, tak? Powiem, że sama chciałaś, kochanie. Mała kurewko. No, dobranoc.
Stanęła na schodach: obolała, z ciuchami w garści. Ubrała się i powoli wyszła na ulicę nieznanego miasta. Była druga w nocy. Usiadła na ławce. Padał deszcz - najlepszy prysznic.
I teraz zaczyna padać. Tomka wciąż nie ma, dziewczyny biegną na przystanek i wsiadają do nocnego, który jedzie na Kabaty. Znowu będą kursować do rana.
- Co z Tomkiem? - martwi się Ruda.

8. U rodziców Tomka dzwoni telefon. Wiadomość z pogotowia opiekuńczego: syn zatrzymany wczoraj w okolicach Pól Mokotowskich "czeka na odbiór". Wcześniej ktoś go pobił, ma trochę fioletowe oko, nic groźnego.
Ojciec prosi syna do telefonu.
- Halo - mówi Tomek.
- Cześć. Mam jechać po ciebie?
- Jak chcesz. Nie musisz.
- Tak źle ci było w domu? - ojciec pyta spokojnie.
- A nie wiesz, jak było?! - Tomek podnosi głos. - Nawet muzyki nie wolno mi było słuchać!
- Bo miałeś złe oceny. Wagarowałeś.
Ojciec wsiada w samochód i pędzi do Warszawy. Postanawia, że w pogotowiu opiekuńczym powstrzyma nerwy. Potem kilka pasów musi być.
Matka zostaje w domu. Robi sałatkę z kalafiora, którą Tomek lubi. Włącza komputer i pisze:
"Plan dnia.
1. Szkoła.
2. Godzinny odpoczynek, w trakcie którego nie można grać na gitarze.
3. Nauka.
4. Zdanie lekcji rodzicom, tak aby nie było wątpliwości co do mojej wiedzy.
5. Gra na gitarze do godziny 20.
6. Umycie się do godziny 22.
Nieobecność w szkole nieusprawiedliwiona jest równa 10 zł. Potrącane przy odbiorze kieszonkowego. Ocena pozytywna jest równoważna godzinie grania w określonym przez rodziców terminie, a ocena negatywna będzie równa skróceniu grania o godzinę.
podpisy rodziców,
podpis Tomka
data..."
Mijają trzy godziny, ściemnia się. Z Warszawy dzwoni ojciec.
- Słuchaj! - krzyczy do żony. - On uciekł z tego pogotowia!
- Uciekł?
- Tak, tu są otwarte drzwi, wychodzą na spacer.
- Może ktoś wie, dokąd poszedł.
- Pytałem gówniarzy. Śmiali się. Kazali mi szukać na Żurawiej. Tu podobno przychodzą uciekinierzy.
- Tu?
- Jestem tutaj, na tej ulicy. Rozumiesz?
- Nie rozumiem. I co?
- Na szczęście Tomka tu nie ma.
- Jak to na szczęście?! Marian, co ty mówisz?
- To jest ulica męskich prostytutek.

9. Ruda:
Nie ściemniam. Nie wiem, gdzie jest Tomek. Nie ma go ani na Polach, ani na Barbakanie. Gdyby chciał mnie znaleźć - wie, że codziennie sępimy z Anetą, tam przed empikiem. Może uciekł z Warszawy? Podobno we Wrocławiu jest teraz fajnie. Może znalazł tam dobry squot i nocuje. Squot to stara fabryka, jakaś hala, pustostan... czy jak to nazwać. Tam mieszkają bezdomni. Ale nie lumpy z dworca. Fajni, po dwudziestce. Grają na gitarach, śpiewają, nic nie muszą, nie przeszkadzają nikomu. No, skinole ich tępią, walą bejsbolami.
Ale squotersi wyganiają małolatów, bo małolaty ściągają policję. Po co policja squotersom?
Jak będę coś wiedziała - dam znać.
Prośbę mam jeszcze, bo Aneta coś się źle czuje. Ona nie powie, ale ją boli. O lekarza chodzi, co nie zakapuje. Bo z tym chujem, co ją zgwałcił, to był dopiero początek. Musiała się gdzieś zaczepić. Zmieniła miasto, znów dworzec. Poznała fajną grupę. Tak było, Aneta? Tak mówiłaś? Głupia. Uciekasz od starych, bo czegoś ciągle chcieli i pakujesz się tam, gdzie też czegoś chcą. To był gang. Na każdym dużym dworcu takich gangów jest kilka. Chłopaki, starsze, po kryminale już. Jest szef i jest reszta. Kradną, handlują dragami, a swoje dziewczyny wysyłają na zarobek. Aneta, ilu miałaś dziennie? No i swędzi ją teraz tam. I coś cieknie białego, jak ser. Ona się wzbrania, ale trzeba z tym zrobić porządek.
Aneta zwiała stamtąd i wylądowała w Warszawie. A ja, jak ta głupia, chodzę pod dworzec i wyłapuję takie sieroty. Gówniarze! Głupki! Ich rodzice szukają, po telewizjach dzwonią, po gazetach. Ktoś się o nich martwi. A ja? Zawsze wiem, kiedy jest ten program o zaginionych. Sterczę na dworcu, gapię się tam w telewizor. Czekam, że matkę zobaczę. Głupsze od niej tam się pokazują, moja jest wygadana. I nic! Nie ma jej. Ja bym wróciła, ale niech ona mnie poszuka, jebana.

 

 


ITAKA - Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych © 2004. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz udostępnianie treści serwisu w jakiejkolwiek formie bez zezwolenia Zarządu Fundacji zabronione.
strona główna  |  na górę strony |  poprzednia strona